Relacja z wyprawy na Baranią Górę (1220m n.p.m.)

Nasz stały współpracownik - Marek Brykczyński wspina się na Baranią Górę ;)
Przed rozpoczęciem tej wyprawy najpierw skrupulatnie ją zaplanowałem. Dokładny plan wyglądał następująco: z stacji PKP Bielsko-Biała Lipnik korzystając z nieco "zakurzonego" już środka transportu, jakim jest pociąg musiałem dostać się do Milówki, następnie pieszo do Kamesznicy, aby znaleźć początek szlaku żółtego, który miał mnie zaprowadzić do schroniska PTTK na Przysłopie (900m n.p.m.), skąd miałem się udać bezpośrednio na Baranią Górę (1220m n.p.m.), Malinowską Skałę (1152m n.p.m.), Przełęcz Salmopolską (934m n.p.m.) i zakończyć wędrówkę na jednym z przystanków PKS w Szczyrku. Plan tej wyprawy był jasny i przejrzysty, więc tym razem obyło się bez improwizacji.

Gdy znalazłem się już na stacji kolejowej w Milówce, pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było zorientowanie w terenie mapy, oczywiście uczyniłem to za pomocą busoli. Jak miałem już wszystko przygotowane, zacząłem szukać na mapie właściwej drogi, która zaprowadzi mnie do Kamesznicy. Gdy już ją znalazłem rozpocząłem wędrówkę. Droga, którą wybrałem prowadziła do celu poprzez centrum Milówki i wiadukt w Kamesznicy. Aby znaleźć początek szlaku żółtego jesteśmy zmuszeni do stosunkowo dość długiej wędrówki podmiejskimi drogami. Po drodze poruszamy się cały czas koło rzeki, jak na mój gust to trasa ta się strasznie dłuży, lecz jest to tylko moje własne odczucie. Po drodze napotkałem początek szlaku czarnego, który prowadzi bezpośrednio na Baranią Górę, ja udałem się w dalszą drogę wzdłuż Kamesznicy, bo miałem zamiar dojść najpierw do schroniska PTTK na Przysłopie. W końcu znalazłem początek szlaku żółtego, znajduje się on zaraz koło jednego z przystanków PKS, jaki napotykamy po drodze i prowadzi on wzdłuż rzeczki nazywającej się Janoszka. Początek szlaku prowadzi przez asfaltową drogę, która po kilku minutach "wpada" w las i zamienia się w prawdziwą górską drogę. Niestety warunki atmosferyczne, jakie panowały przez kilka dni przed moja wycieczką sprawiły, że szlak był stanie katastrofalnym. Wszędzie tylko błoto, ubrane w błoto i przykryte błotem. Krótko mówiąc tragedia. Na szczęście był to odcinek długości około 1500m, lecz i tak wystarczająco utrudnił wędrówkę. Po przebyciu "błotostrady" wreszcie mogłem się normalnie poruszać i co za tym idzie rozglądać na boki w celu nasycenia się widokiem naszej pięknej polskiej flory i fauny leśnej. Na tym etapie wycieczki nie było zbyt wiele miejsc, z których można byłoby pooglądać szczyty górskie. Według mnie z jednego miejsca był całkiem przyzwoity widok, lecz nie utkwił mi on za bardzo w pamięci, bo to, co samo znajduje sobie miejsce w pamięci znajdowało się około 300m nad moją głową. Po całkiem przyjemnym spacerku, pomijając oczywiście przygodę z błotem, dotarłem do schroniska PTTK ma Przysłopie. Obok schroniska znajduje się Muzeum Turystki, lecz niestety było zamknięte. Standardowo udałem się do schroniska po pieczątkę do książeczki GOT i po kawę, której jeszcze tego dnia nie piłem. Podczas picia kawy wyprowadziłem sobie wzór na pracę w polu centralnym sił postaci c/r2, gdzie c-constant.

Po zakończeniu obliczeń i wypiciu kawy, zrobiłem kilka zdjęć. Gdy robiłem zdjęcia napotkałem tablicę informacyjną, na której pisało, iż znajduję się w Baraniogórskim Rezerwacie Przyrody, lecz to nie wszystko, ponadto dowiedziałem się, że właśnie tutaj bierze swój początek Wisła. Jedyne, co mnie w tym wszystkim zmartwiło to brak szacunku dla przyrody, jaki okazuje część turystów przemierzających szlaki górskie. Wierzę, że nie jest to nawet jeden promil przemierzających góry. Kiedyś usłyszałem cytat "Ziemi nie odziedziczyliśmy po naszych przodkach, lecz pożyczyliśmy ją od naszych dzieci", szkoda, że tak znaczna część naszego społeczeństwa tego nie chce zrozumieć.

W końcu wyruszyłem w dalszą wędrówkę, na tym etapie mojej wyprawy celem było dostanie się na szczyt. Szlak, który wybrałem, był oznaczony kolorem zielonym. Napotkałem na nim kilka tablic informacyjnych, na których jest napisane, co nieco o tutejszej przyrodzie. Według mnie jest to bardzo dobry pomysł, w końcu urozmaica wycieczkę. Kontynuując w wyżej opisany sposób swoją wyprawę po chwili dotarłem na Baranią Górę. Na szczycie jest usytuowany punkt widokowy, w postaci wieży, dzięki niej możemy oglądać Beskidy dookoła. Według mnie jest to idealne miejsce do robienia zdjęć pobliskich pasm górskich. Gdy już wyjdziemy na wieżę możemy naprawdę dużo zobaczyć. Gdy ja tam byłem, pogoda niestety nie dopisywała, wiał zimny wiatr i za długo nie dało się wytrzymać na samej górze. Polecam to miejsce wszystkim, z racji dużych możliwości obserwacyjnych. Na pewno jest tu znacznie lepiej, gdy jest ciepło, ponieważ na wieży są specjalnie zrobione ławki, więc lekko zmęczony turysta może sobie na chwilę odpocząć w bardzo przyjemnych warunkach.Po krótkim odpoczynku wyruszyłem w dalszą drogę. Na tym etapie wycieczki miałem się dostać na Malinowską Skałę. Trasa którą wybrałem była całkiem przyjemna, można ją nawet przyrównać swoim kształtem do sinusoidy. Ogólnie idąc z Baraniej Góry na Malinowską Skałę praktycznie poruszmy się cały czas grzbietem pasma górskiego. Co parę minut albo wychodzimy lekko pod górę albo lekko schodzimy w dół. Przez całą drogę możemy rozglądać się wokół siebie aby obejrzeć sobie piękne widoki. Przypominam tu wszystkim czytelnikom, że jest to trasa na której dość często wieje wiatr, więc koniecznością jest zabranie z sobą czegoś co nas przed nim ochroni.

Po około dwóch godzinach znalazłem się na Malinowskiej Skale skąd bezpośrednio skierowałem się na Przełęcz Salmopolską, oczywiście po drodze odwiedziłem wspomnianą w jednym z moich artykułów jaskinię, lecz niestety nie miałem z sobą towarzystwa i niezbędnego sprzętu, aby ją zwiedzić, więc poprzestałem na zrobieniu kilku zdjęć i ruszyłem w stronę Przełęczy Salmopolskiej. Znalazłem się na niej po około pół godziny, gdy już tu dotrzemy mamy kilka opcji do wyboru. Można pójść stąd na Klimczok (1119m n.p.m.) lub Błatnią (917m n.p.m.). Niestety interwał czasu jaki miałem przeznaczony na tą wyprawę chylił się ku końcu, więc udałem się na przystanek PKS do Szczyrku. Jeżeli komuś nie chciałoby się schodzić z Przełęczy Salmopolskiej może zawsze poczekać na autobus PKS na górze, lecz mi się nie chciało czekać godzinę i wolałem się przespacerować parę kilometrów na następny przystanek, skąd już bezpośrednio udałem się do domu.
Relacjonował : Marek Brykczyński
blog comments powered by Disqus
Copyright © 2009 - 2012 Bartek Medoń. Wszelkie prawa zastrzeżone.