Relacja z wyprawy na Pilsko (1557m n.p.m.)

Tym razem Marek Brykczyński wybrał się na Pilsko.
Aby wybrać się na Pilsko (1557m n.p.m.) musiałem najpierw dostać się do Korbielowa, uczyniłem to korzystając z usług przewoźnika PKS. Gdy znalazłem się już w Korbielowie, rozłożyłem mapę i zacząłem szukać szlaku za pomocą którego dotrę na Halę Miziową. Początkowo miałem zamiar wyjść na szczyt szlakiem czerwonym, ale niestety wysiadłem o jeden przystanek za wcześnie, lecz na szczęście spotkałem miejscowego, który doradził mi abym wybrał się szlakiem żółtym i tak też uczyniłem.

Po przejściu około jednego kilometra drogą asfaltową w końcu znalazłem się w lesie i rozpocząłem właściwą wycieczkę. Szlak żółty nie należy do najtrudniejszych lecz spacerowy to też on nie jest. Wychodząc na Halę Miziową napotkamy na nim parę ostrzejszych podejść, ale nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia. Po za tym jest taki odcinek na szlaku, że ma się wrażenie jakby szło się po "skalnych schodach". Wychodząc nim nie ma zbyt wiele miejsc w których można się delektować pięknymi widokami na naszą "Małą Ojczyznę", lecz po dotarciu do schroniska PTTK na Hali Miziowej można to sobie nadrobić (ja niestety nie miałem takiego szczęścia bo była mgła).

Gdy już znalazłem się w schronisku udałem się po pieczątkę do swojej książeczki GOT, po czym bezzwłocznie udałem się na Pilsko. Należy pamiętać, że są dwa szczyty polski i słowacki przy czym szczyt polski liczy sobie 1535m n.p.m., a słowacki 1557m n.p.m.. Oznacza to, że trzeba przekroczyć granicę państwa, z uwagi na traktat z Schengen nie jest to kłopot. Podczas przechodzenia z Pilska polskiego na słowackie, flora górska przybiera jednorodną postać. Idąc ścieżką, która jest jednocześnie szlakiem ma się wrażenie, że krzewy otaczające nas są wszędzie jednakowe. Po dotarciu na szczyt można się już delektować widokami (ja niestety z uwagi na warunki atmosferyczne nie miałem okazji, aha tu przy okazji przypominam aby zawsze z sobą w góry zabrać coś co ochroni nas przed zimnem, wiatrem i deszczem). Po zrobieniu sobie paru zdjęć za pomocą telefonu udałem się w drogę powrotną do schroniska w celu napicia się gorącej herbaty z cytryną i obmyślenia dalszej trasy wycieczki.

W schronisku gdy siedziałem sobie na ławce pijąc herbatkę podczas wyprowadzania wzorów z fizyki nagle zawołał mnie ktoś znajomy. Ale ten świat mały pomyślałem sobie, odwracam się i spotykam kolegę z technikum. Porozmawialiśmy chwilę po czym każdy ruszył w swoją stronę. Mój wybór padł na Halę Rysianka (szlak czerwony). Trasa całkiem przyjemna, można się pokusić o nazwanie ją spacerową. Idąc nią kilka razy na przemian to podchodzimy pod górkę to z niej schodzimy, krótko mówiąc "skaczemy" ze szczytu na szczyt (ja miałem wrażenie jakbym poruszał się po sinusoidzie o bardzo małej amplitudzie). Podczas całej drogi mamy się czemu przyglądać, na lewo widać pasma górskie, widok może nie rzuca na kolana ale jak mój gust jest OK.

W ten sposób docieramy do schroniska PTTK na Hali Rysianka (1324m n.p.m.), ja standardowo udałem się po pieczątkę do książeczki GOT, po czym zrobiłem parę zdjęć (widok był piękny) i ruszyłem w dalszą trasę. Moim celem było dostanie się na stację PKP w Węgierskiej Górce (dalej szlak czerwony). Ponieważ czasu nie miałem za wiele aby zdążyć na pociąg musiałem się śpieszyć (z informacji na znaku czas zejścia wynosi 4h, mnie zajęło to mniej). Schodząc prawie cały czas znajdujemy się w lesie, na szlaku napotykamy łańcuchy ułatwiające nam zejście z skałki. Mijamy także po drodze kilka polanek z których można już coś obejrzeć. Przypomnę tutaj aby uważnie iść szlakiem, ja go niestety zgubiłem, a po wróceniu się do ostatniego widzianego przeze mnie oznaczenia i dalszym udaniu się w trasę nie mogłem znaleźć już oznaczeń. Dotarłem do rozwidlenia dróg, były dwie możliwości w prawo lub w lewo. Ja poszedłem w prawo (niestety powinienem iść w lewo, dlatego proponuję wszystkim zabranie z sobą busoli w celu zorientowania mapy w terenie i wyznaczenia azymutu, jest to bardzo pomocne), i w ten sposób zamiast w Węgierskiej Górce wyszedłem w Brzuśniku, oczywiście jak wyszedłem z lasu nie wiedziałem gdzie jestem, miejscowi mnie poinformowali i udzielili mi niezbędnych wskazówek orientacyjnych, czyli gdzie jest najbliższa stacja PKP. Z Brzuśnika udałem się na stację PKP w Cięcinie (jest stacja przed Węgierską Górką, czyli za bardzo od szlaku nie odbiłem) skąd następnie pociągiem wróciłem do Bielska-Białej.
Relacjonował : Marek Brykczyński
blog comments powered by Disqus
Copyright © 2009 - 2012 Bartek Medoń. Wszelkie prawa zastrzeżone.