Relacja z wyprawy na Stożek Wielki (978 m n.p.m.)

Marek Brykczyński opowiada o swojej wyprawie na Stożek Wielki.
Nim rozpocząłem wyprawę na Stożek musiałem się dostać najpierw do Wisły. Oczywiście aby tam dotrzeć skorzystałem z znanego nam przewoźnika PKS. W Wiśle wysiadłem na przystanku Wisła centrum (jakby istniała możliwość podjechania kawałek dalej to na pewno bym z niej skorzystał, ale cóż). Z dworca PKS widoczny jest Hotel Gołębiewski, lecz nie jest on celem wyprawy więc do rzeczy.

Standardowo skorzystałem z dobrodziejstwa mapy i zorientowałem się w terenie. Z moich wytycznych padło na trasę w kierunku ronda koło rzeki Dziechcinki. Droga prowadziła przez centrum Wisły, odcinek jaki należy przebyć aby znaleźć się w miejscu początku szlaku nie jest specjalnie długi. I tak w końcu dotarłem do ronda, skąd skierowałem się w kierunku Dziechcinki. Zaczynają się od niej dwa szlaki (niebieski i żółty), ja wybrałem niebieski bo byłem już kiedyś na klasowej wycieczce na Stożek, gdy chodziłem do technikum. Moim celem było przede wszystkim zdobycie pieczątki z schroniska na Stożku, bo sobie jej podczas klasowej wycieczki niż przybiłem do książeczki GOT. Ponieważ już miałem raz okazję być na tym szczycie, tym razem chciałem pójść innym szlakiem niż wcześniej. I tutaj przejawiają się Prawa Murphy’ego (pozwolę sobie nie do końca ściśle jedno zacytować "Kijek ucięty na odpowiednią długość jest zawsze za krótki"), i w ten sposób wszystko staje się oczywiste. Po prostu wybrałem ten sam szlak, lecz na podstawie wrażeń empirycznych wybór był bardzo dobry. Teraz kończę smucić i do konkretów.

Szlak niebieski prowadzi nas poprzez przejazd kolejowy na szczyt o wdzięcznej nazwie Kobyła (obok którego możemy sobie obejrzeć dość pokaźną skałę) i docelowo na Stożek. Szlak jest w sumie długi, ale co za tym idzie nie jest on wymagający kondycyjnie. Prawie całą drogę poruszamy się tempem spacerowym delektując się pięknymi widokami na Beskidy. Samo podejście pod schronisko jest trochę mniej przyjemne, jego długość wynosi około jednego kilometra i jak już wydrapiemy się na górę to jesteśmy pod samym schroniskiem. W schronisku możemy sobie wypocząć na świeżym powietrzu pijąc kawę lub herbatę. Widok z schroniska jest bardzo ładny i można sobie zrobić kilka zdjęć (ja tak uczyniłem). Na szczyt (Stożek Wielki 978m n.p.m.) mamy dosłownie kilka kroków. Na szczycie nie będziemy mieli okazji obejrzeć pięknych panoram, bo widać głownie las. Gdy dotarło do mnie że wspaniałych widoków nie zobaczę, rozpocząłem obmyślanie dalszego planu wyprawy. Możliwości do wyboru jest kilka, można wybrać do schroniska na Przysłopie i potem na Baranią Górę 1220m n.p.m. lub pójść Π radianów innym kierunku i zdobyć Wielką Czantorię 995m n.p.m.. Ja z uwagi na interwał czasu jaki miałem przeznaczony na tą wycieczkę oraz kilku grzybów które znalazłem w drodze na szczyt wracałem do Wisły tą samą trasą.

W drodze powrotnej gdy dotarłem już do skały, postarałem się jej dokładniej przyjrzeć przy czym zaznaczam tu że moje przyglądanie nie odbywało się z aptekarską dokładnością. Mogę tu polecić wszystkim aby nie oglądać skały tylko z góry i oddali lecz warto ją zobaczyć z samego jej podnóża, wygląda wtedy naprawdę okazale. Gdy skończyłem obserwację podążyłem w stronę cywilizacji, oczywiście robiłem zdjęcia i szukałem grzybów, kilka w sumie znalazłem. Wartość ilościowa mojego znaleziska nie zwala z nóg ale jeżeli podejść do tego zagadnienia jakościowo to było to całkiem udane turbo grzybobranie. Idąc w ten sposób znalazłem się w miejscu w którym zaczyna się szlak i podążyłem na dworzec PKS.
Relacjonował : Marek Brykczyński
blog comments powered by Disqus
Copyright © 2009 - 2012 Bartek Medoń. Wszelkie prawa zastrzeżone.